„Zastanawialiście się kiedyś, gdzie leży granica między zdrowym rozsądkiem a szaleństwem?”

- WY DWAJ! Przyprowadźcie mi tutaj tych chłopów- Rozkazał zmęczony głosem imeshyjski inkwizytor.
- Tak Jest, Panie!- W ciągu niespełna kilku minut w blasku księżyca przed stopami okutymi blachą klęczało dwóch chłopów dygocząc z zimna i strachu. W ich umysłach czaił się strach, a serce zmroziła śmierć, która zbliżała się powoli.
- Nie mam już siły na przeszukiwanie waszej wioski. Mam już dość uganiania się za tymi nihilickimi psami! Powiecie po dobroci gdzie ich skrywacie lub gdzie ich siedlisko, albo powieszę was i puszczę z dymem całą tą wieś. Moi ludzie dawno już nie mieli kobiet, a wasze wydają się chętne.
Mężczyźni byli zbyt przerażeni aby cokolwiek powiedzieć, lecz trzeźwość umysłu zdołała zbudzić się w mniejszym. Dlatego po chwili, zagryzł zęby i skoncentrował się. Zaczął przypominać sobie tę zorganizowaną grupę rebeliantów nihilickich, walczących jak cienie. Byli obdarci i głodni, większość ich oręża nie nadawała się do użytku. Ich twarze były chude i zmizerniałe. To były wraki ludzi którzy mieli nadzieje zniszczyć kłamstwo, walczyć o wolność i prawdę. Ci ludzie nie byli wojownikami tak jak kilka miesięcy wcześniej. A ten inkwizytor chyba został zesłany tutaj za karę, aby zajmować się takim gównem. Knechci zakonu lub kapłani, może dowódcy małych oddziałów zajmowali się takimi rzeczami. Nie inkwizycja.
Powiedział więc, walcząc aby z zimna zęby mu nie zgrzytały.
- Panie, jacyś tu buli. Ale to było dawno, dwa może trzy miesiące temu. Lecz my tylko jedzenie im sprzedaliśmy, nic więcej.- Inkwizytor spojrzał się na chłopa. Potem na drugiego, który wydawać by się mogło, zaraz zemdleje z zimna. Dreszcze i gęsia skórka obejmowała jego całe ciało. Pewnie jeszcze kilka chwil, a zemdleje. Pomyślał przedstawiciel Zakonu.
- Chciałbym Ci wierzyć. Ale za pomoc, nawet sprzedając jedzenie, a nie oddając. Należy się kara. Zostaniecie powieszeni, a wasza wioska zostanie… - nagle mniejszy chłop nie wytrzymał. Zaczął krzyczeć i przepraszać, jego łzy wycierały krew i piach z policzków, tworząc krwawe błoto gdy spadały na ziemie.
- Ależ Panie! My nie chcieliśmy, ukaż mnie! MNIE ALE NIE MOJE DZIECI!!- inkwizytor beznamiętnie kontynuował.
- …spalona. Dzieci wasze zostaną sprzedane, a kobiety… zastanowię się co z nimi później.- Dodał po chwili, jakby nie chcąc tracić czasu.
- Sierżancie, zabierzcie mi z oczu tych kłamców i zdrajców. Wszystkich zdolnych do pracy mężczyzn z wioski, przypiąć do wozów. Resztę staroci pozostawić własnemu losowi.- Sierżant z wielkimi oczami, nie był wstanie powiedzieć nic więcej, zlany potem i strachem, na myśl „Pod jakim ja potworem służę” odpowiedział jednym ciągiem.
- TakjestPanie!- Kilka minut później, inkwizytor wkroczywszy do jednej z zagarniętych wcześniej od wieśniaków chat, rozłożył na stole mapą i zaczął ją przeglądać. Jego myśli kłębiły się jak szalone ale tylko jedno zdanie było wyraźne i ciągle powtarzane.
- Oby ten starzec się nie mylił. Pod tą wioską musi być ta świątynia. Tylko jak głęboko?
Krzysztof “Vitallius” Pawłowski
Tajemnica Psychiatryka cz. 4/5
[Epickie opowieści] Lutnia – czyli Eldiriada kariera pieśniarza
[Kroniki Drikanu] Mumia z Trou
Napisz opinię